Ona Ogień a on Woda…

Podobno przeciwieństwa się przyciągają i jest w tym bardzo dużo prawdy. Monika- osoba mocno stąpająca po ziemi, Grzesiek- ufający , pokorny. Cudowne małżeństwo, do którego mamy ogromny sentyment
Na ich dzień ślubu chyba czekaliśmy najdłużej. Z powodu pandemii ich uroczystość została przeniesiona na ostatni możliwy termin w październiku
Pogoda nie rozpieszczała i można było wyczuć delikatne napięcie związane z tym całym pandemicznym okresem.
Całkowicie niepotrzebnie. Jak tylko zakochani stanęli na ślubnym kobiercu, trzymając się za dłonie
można było poczuć rozluźnienie, bo przecież co ma być to będzie.
Uroczystość odbyła się w malutkim kościele za Kolbuszową. Przepiękną uroczystość dopełnili świadkowie, którzy towarzyszyli młodym od samego rana.
Na wesele młodzi wybrali salę Stodołę u Gajdy- piękna klimatyczna sala.
Można było wyczuć rękę Moniki w dodatkach oraz dekoracji, wszystko miała zapięte za ostatni guzik, jeżeli chodzi o wystrój. Postawiła na delikatne akcenty kwiatowe niebieskich hortensji. Wszystko przepięknie współgrało z salą weselną.
Śpiewy przy stole, wspólne zabawy dopełniły ten dzień, na który młodzi czekali tak długo.

Złoty plener…

Monika od początku zaznaczyła, że marzy o złotych promieniach słońca podczas pleneru. Skoro mieliśmy tak piękną jesień, żal było by nie wykorzystać tej cudownej aury. Znaleźliśmy opuszczoną szklarnię, gdzie młodzi przepięknie dopełniali ten anturaż. Pomarańczowe promienie słońca otulały nas przez cały okres trwania sesji. Ciepło, miłość- to otrzymaliśmy od tej dwójki.

Mamy niesamowite szczęście, być w tym miejscu, spotykać tak fascynujących ludzi, którzy sprawiają, że nasza praca staje się pasją, a na każdą przygodę czekamy z utęsknieniem.